Świątecznie, bo ciągle

trwa oktawa Bożego Narodzenia pozdrawiam wszystkich miłych Czytelników. Przeanalizowałam wyeksportowany plik- są w nim jednak notki. Ciągle zastanawiam się nad wpuszczeniem ponownym bloga do INTA(jak to mówi Ksawuś). Jeśli już to na własny serwer to wrzucę. Ale kusi mnie żeby pisać do szuflady ten rodzinny pamiętnik.

Jak przeglądam stare notki, choć niektóre wpisy to żenada, to jednak chce mi się pisać. Bardzo przyjemnie jest wrócić do starych zapisków sprzed lat. Jest to kawał dokumentacji wyrywków naszego życia. Może nie całego, ale ogólny klimat i to czym żyłam, czym żyła nasza rodzina jest. Czytam notkę i ożywają wspomnienia. Czas przydaje wartości starym zdjęciom i starym notkom, nawet tym najbardziej żenującym.

A jeśli chodzi o same święta. Pierwsza wigilia w nowym domu. Z Ciocią Gosią, Siergiejami i Anielką. Bardzo przyjemnie, bardzo leniwie.

Przygotowania były dosyć  wykańczające, wykańczaliśmy korytarz i obrabialiśmy drzwi i odmalowywaliśmy plamy na ścianach i wykańczaliśmy siebie. Żeby było zabawniej w tygodniu przedświątecznym byłam na trzech jasełkach u moich przedszkolaków, plus jeszcze na jednych szkolnych  u Cecylki.

Pierogi zrobiłam tydzień wcześniej, zamroziłam surowe, i pomyśleć, że przez tyle lat gotowałam i mroziłam ugotowane. To samo z kapustą i bigosem. Bigos był nieplanowany, ale kapusta w farszu wyszła tak kwaśna, że musiałam dodać dwie główki słodkiej kapusty i zrobiło mi się dużo tego towaru. Więc  dorzuciłam jeszcze mięcho  i z części  zrobiłam bigos. Rybę kupiłam gotową, panierowaną. Wystarczyło 12 minut smażenia. Mało ambitnie, ale cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, bili się o ostatni kawałek. Z potraw wiglijnych w piątek zrobiłam kaszę ze śliwkami. Mo i śledzie, pod pierzynką  i z cebulą i z cytryną. Na ostatek  zostawiłam  sobie jeszcze ciasta. Dzięki temu nie miałam takiego spiętrzenia prac przed samą wigilią. To chyba jest dojrzałość. Zaplanować wcześniej, kupić wcześniej, zamrozić…Nie chcę napisać starość, ale chyba jeszcze nie…Gdzieś trzeba zostawić sobie trochę energii na „normalne” posiłki dla rodziny…nawet przed wigilią muszą niestety coś jeść. U mnie dostali gulasz i rosół.

Takie to szczególiki. I o czym one piszą te blogi? O  tym, jaką dziś zupę  zrobiła…A co by zrobili, jakbyśmy przestały te banalne zupy robić.

Ksawciu przyszedł mnie zjeść. Wyspał się w kościele i teraz dokazuje.

To adieu!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jutro Cecylka

ma imieniny. Dwa dni po niej Florek ma pierwsze urodziny. Może kupię mu zabawkę, bo dziś rzuciłam w krzaki i nie udało mi się jej znaleźć. A miałam zestaw dwóch zabawek. Jak jedną przyniesie, to drugą mu rzucam. Ostatnio pies coś kombinuje. Zamiast w podskokach do mnie lecieć z zabawką, to siada gdzieś pod krzakiem, obgryza. Coraz dalej ode mnie zostawia. Taki jest ten nasz Florek. Przeciąga linę. Dziś już drugi raz Tata N. zrobił z psem rundkę rowerową, czyli przejechał się na rowerze, a pies biegł obok.  Ja do tej pory odważyłam się tylko na bieganie z psem, ale odkąd taki chorobowy okres się zrobił, to przestałam.

Z bardzo aktualnych aktualności. Zrezygnowałam ze studiów w Gdyni. Szkoła, na której zaczęłąm Edukację przedszkolną i wczesnoszkolną została zlikwidowana przez jedną właścicielkę, za to druga próbuje ciągnąć dalej. Zrezygnowałam. Wykańczały mnie dwugodzinne dojazdy w jedną stronę. Nie podobało mi się podejście wykładowców, musi Pani chodzić na wszystko. No z wielką łaską jeden zjazd może Pani opuścić. MI jednak dużo bardziej odpowiada system studiów on line, przynajmniej w jakimś stopniu.

A w ogóle w grupie studentek czułam się STARO!!!! Było tam parę doświadczonych nauczycielek doszkalających się, ale ogólnie młodzież. Dziwne uczucie. Really.

I tak w ostatnim czasie tego typu refleksje mnie nachodzą. Że moje dziecko już w liceum. I że pamiętam swoją mamę, kiedy miała tyle lat, co ja dzisiaj. I w moim odczuciu wówczas, to ona już młoda nie była. Zdecydowanie dojrzała. Znaczy się wiek już jest, jeszcze by dojrzeć trzeba.

W tym tygodniu idę z przedszkolakami na teatrzyk kukiełkowy, więc SUPER. Nie muszę się pocić :) A na pewno będzie coś ciekawego. Sznurkowy Cyrk. Choć ogólnie ostatnio przyjemnie mi się pracuje. Mam sporo pomocy, materiałów.  Pan Dyr załatwił mi salę nareszcie. I mam powietrze i przestrzeń i stoliki. Słowem luksus.

I mamy kamień na balkonie. Wydarzyło się. Kupiliśmy coś a la granit i Pan Waldek położył. Baliśmy się, że za późno, że mróz chwyci i rozsadzi. Ale trochę się ociepliło. I jest. Leży i na fugę czeka.

I wszyscy skarżą się na gardło.

Zrobiłam dziś rogaliki z konfiturą z pigwy. Jednak trochę za kwaśna ta konfitura. Dzięki temu zostało kilka rogalików do jutra. Mój Bosch MUM się zepsuł. Czuję się jak bez ręki normalnie. Ciasto zagniatałam własnoręcznie. Ale pracował dzielnie przez chyba trzy lata ponad. Spróbujemy go naprawić jeszcze. Liczę na Tatę N. Jak ze wszystkim. Ma do tego dryg chłopak. A naprawiania w naszym domu jest sporo.

 

Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

Wreszcie internet to publikuję 14 listopada…

Prawie jedna notka na miesiąc…mogło być gorzej.
Chwila oddechu w życiowym biegu. Dziś wykąpaliśmy psa. W naszej wannie. Wczoraj oglądałam filmiku na YT żeby wiedzieć z czym to się je. Spodziewałam się najgorszego. Nie było tak źle. Pies przez całą kąpiel się nie otrzepywał, ta wizja mnie przerażała- ja i cała łazienka, wszystkie kosmetyki ociekające, bo pies się otrzepuje. Tylko raz próbował wyjść z wanny i choć nie machał ogonem, to sprawiał wrażenie zadowolonego.
Strzepał się na korytarzu, po wyjściu z łazienki, tuż przy suszarce z praniem, które wystawiłam z łazienki.
Aktualnie chory Bernard w domu. Od zeszłej środy był Jeremi skarżący się na gardło, głowę i dreszcze.
Tata N. miał dziś wolne i robił coś za pomocą pianki, ja przerabiałam ser od Pana z Mlekiem. Pan  z Mlekiem przynosi nam czasem ser, kiedy mu już się w zamrażalce nie mieści. Ser bywa różny, do chleba taki średni, ale jak i tak go od Pana z Mlekiem dostaję, to przerabiam- dziś na leniwe i ruskie. Jeszcze mi trochę zostało, może pokuszę się o sernik, choć już dawno z prawdziwego sera nie robiłam, tylko z wiaderkowego.
Dziś już wszyscy  są po występach 11 listopadowych. Ja miałam w przedszkolu w piątek pierwszy występ z „moimi aktorami”. Bardzo fajnie wyszło, dzieciaki pokazały klasę. Zatańczyły, zaśpiewały. Bardzo miło.
Z aktualności: szkolę się na panią przedszkolankę w Gdyni. Z psiego szkolenia zostały nam 3 spotkania. Bernard miał w piątek chrzest- nie  trafił do Hadesu. Chodzą razem ze Stasiem na jujitsu, a Antek wytrwale na zapasy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Witamy w listopadzie :)

Prawie jedna notka na miesiąc…mogło być gorzej.

Chwila oddechu w życiowym biegu. Dziś wykąpaliśmy psa. W naszej wannie. Wczoraj oglądałam filmiku na YT żeby wiedzieć z czym to się je. Spodziewałam się najgorszego. Nie było tak źle. Pies przez całą kąpiel się nie otrzepywał, ta wizja mnie przerażała- ja i cała łazienka, wszystkie kosmetyki ociekające, bo pies się otrzepuje. Tylko raz próbował wyjść z wanny i choć nie machał ogonem, to sprawiał wrażenie zadowolonego.

Strzepał się na korytarzu, po wyjściu z łazienki, tuż przy suszarce z praniem, które wystawiłam z łazienki.

Aktualnie chory Bernard w domu. Od zeszłej środy był Jeremi skarżący się na gardło, głowę i dreszcze.

Tata N. miał dziś wolne i robił coś za pomocą pianki, ja przerabiałam ser od Pana z Mlekiem. Pan  z Mlekiem przynosi nam czasem ser, kiedy mu już się w zamrażalce nie mieści. Ser bywa różny, do chleba taki średni, ale jak i tak go od Pana z Mlekiem dostaję, to przerabiam- dziś na leniwe i ruskie. Jeszcze mi trochę zostało, może pokuszę się o sernik, choć już dawno z prawdziwego ser nie robiłam, tylko z wiaderkowego.

Dziś już wszyscy  są po występach 11 listopadowych. Ja miałam w przedszkolu w piątek pierwszy występ z „moimi aktorami”. Bardzo fajnie wyszło, dzieciaki, jak to na występie pokazały klasę. Zatańczyły, zaśpiewały. Bardzo miło.

Z aktualności: szkolę się na panią w przedszkolu, w Gdyni. Z psiego szkolenia zostały nam 3 spotkania. Bernard miał w piątek chrzest- nie  trafił do Hadesu. Chodzą razem ze Stasiem na jujitsu, a Antek wytrwale na zapasy.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Żyję! Żyjemy!

Przeżyliśmy te tygodnie, te dni.

Miałam w październiku zaplanowany wyjazd w Tatry z Cecylią i Antonim. Tydzień wcześniej nasza rocznica-17-ta. Potem, zaraz po górach  doszło mi jeszcze gadanie prelekcji przed 6 filmami przez trzy dni, pon, wt, śr. Po prelekcjach lekarze z Jeremim w Grudziądzu, a potem w czwartek wyjazd do Sztutowa z Mężem. No i jeszcze dwa razy na warsztaty teatralne do przedszkola, plus nasze „normalne” życie w międzyczasie. Żyję!

Ogólnie góry cudowne, chociaż było hardcorowo, nie powiem. Dotarcie do schroniska po zmroku po mokrych i śliskich kamieniach i mocnym wietrze. Dolina Pięciu Stawów – najpiękniejsza. Już czekamy na kolejny wyjazd. Największą atrakcją dla Antka był Tomek Sulej, odkrywca polskiego dinozaura, prawdziwy celebryta :)

Potem kinowy maraton. Antek przyszedł do mnie na „Nieznajomą dziewczynę” i „The Square”- ten ostatni polecam. Fajnie jest tak ze swoim dużym dzieckiem obejrzeć coś dobrego w kinie.

Nad morzem ciepło. Odpoczęliśmy trochę. Antoni stanął na wysokości zadania i ogarnął pod naszą nieobecność psa.

Teraz mam sterty prania w łazience, pigwę do przerobienia i ogólnie dom do posprzątania.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Fotorelacja dzięki Kate.

IMG_1017-01-09-17-12-36 IMG_1005-01-09-17-12-36 IMG_1012-01-09-17-12-36 IMG_1004-01-09-17-12-36 IMG_0987-01-09-17-12-36 IMG_1001-01-09-17-12-36 IMG_0974-01-09-17-12-36 IMG_0967-01-09-17-12-36 IMG_0937-01-09-17-12-36 IMG_0960-01-09-17-12-36 IMG_0933-01-09-17-12-36

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Niebo płacze, bo wakacje się

skończyły! Mniej  więcej tak podsumował dzisiejszy widok za oknem i pogodę 1 września 2017 mój drugi syn :)

Ale zakończenie  lata mieliśmy cudowne. Przez trzy dni jeździliśmy na plażę w naszym ulubionym, bo najbliższym ;), Wandowie. Tym razem fakt, że to plaża niestrzeżona okazała się atutem, bo mogliśmy bez problemu wziąć ze sobą psa. Dopiero, jak go mamy, uświadomiłam sobie, dlaczego tam zawsze jest ktoś z psem. We wtorek było pochmurno i chłodnawo, ale uległam namową dzieci, choć kąpielówki wzięłam na wszelki wypadek. Nie wierzyłam, że wejdą do wody. Weszły. Nawet ja weszłam po kolana, bo woda była cieplutka.

Antek próbował uczyć psa pływać. Pies panikował. Za to ładnie przynosił piłeczkę z wody.

W środę i w czwartek było coraz cieplej. Wczoraj byliśmy ze trzy godziny. Tego mi brakowało przez te deszczowe wakacje. Leniwego byczenia się na plaży, widoku szczęśliwych dzieci wytarzanych w piasku i wychlapanych w jeziorze. Leniwe byczenie w moim przypadku było przez jakieś pół godziny w  sumie, bo poza tym trzeba było z Florkiem się bawić, z Florkiem aportować i Florka pilnować. Ale dobre i to. Kawę nad jeziorem wypiłam. Poza tym to też frajda, jak pies po tę zabawkę w najgorsze zarośla biegnie i dumnie przynosi. Ludzi też było mało, bo to już koniec wakacji. Takie uroki naszej prowincji. Parkuję przy samej plaży. Rozkładam się gdzie chcę. Pies nikomu nie przeszkadza. Żadnych opłat, żadnych płatnych atrakcji i kiosków wokół. Oddech przed poniedziałkiem.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

już nie wpisy o dzieciach, pampersach

tylko o psie.

Pies jest z nami od 9 sierpnia. Czyli już dwa tygodnie. Burzliwe warto by dodać. Bo przez ten czas przemierzyliśmy całą praktycznie Polskę z postojem i burzą w Wołominie. Przyjechaliśmy pierwszy raz do naszego domu, odwiedzili nas  moi rodzice, potem znajomi z trójką dzieci, dotarła do nas czwórka naszych dzieci z gór, znajomi wyjechali, ponownie przyjechała Babcia z Dziadkiem, i w końcu pojechali. Florek chyba już się zorientował, kto się zalicza do naszego stada. Przyzwyczaił się do swojego leżanka, zniszczył drzwi w garażu i balkonowe do kuchni, obwąchał okolice i psy z sąsiedztwa. Okazało się, że nasz wyżeł boi się mostów, a w Kwidzynie nie da się inaczej przejść na drugą stronę torów, uwielbia myszkować w śmietniku, a niezniszczalna i ulubiona jest zabawka z Brico- sznur z zawiązanym węzłem żeglarskim.

W tak zwanym międzyczasie, Bernard skończył 16 lat, a Stanisław 12.

16! Bernard idzie do liceum!

No dobra, więc jednak trochę o dzieciach, ale jednak już nastolatkach.

Dziś przemalowałam  łóżeczko Ksawerego. Miałam to zrobić po przeprowadzce, bo Ksawcio odziedziczył różowe łóżeczko po Cecylce i trochę mi się zeszło, ale to niechybny znak, że zamykam pewne tematy. Kolor biały.

I biegałam z psem. Padam. Dobranoc.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Robi się niewesoło….

psią toaletą stał się garaż, a to już jest poważniejszy  problem.

Poza tym, fajne są długie rodzinne spacery w niedzielę z psem, gorzej jednak jak cały dzień pada, Tata N. jest w pracy a ja biegam i ogarniam różne rzeczy.

Dziś chcę złożyć wniosek na 500 plus, więc swoje będę musiała odstać w kolejce.

Jakaś taka markotna ta końcówka wakacji. Miało być pogodnie i słonecznie, a jest pochmurnie i depresyjnie. I tym pozytywnym akcentem pożegnam się i biegnę do moich kolejek.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

jaki to komfort

pisać notkę nie na zawieszającej się komórce bez polskich znaków :)

Krótkie wieści  z frontu wakacyjnego. Wyjechaliśmy w góry. Wszyscy dziewięcioro naszym super wielorybem, w którym w Katowicach padły klocki w tylnym kole. W afrykańskim upale po godzinie szesnastej szukaliśmy na Śląsku kogoś, kto nam wymieni klocki od ręki i niedrogo i znaleźliśmy. To znaczy brat z naszej kwidzyńskiej  wspólnoty nam znalazł. Wymienili nam klocki w takim tempie, że w góry i do bazy Jaworzyny dotarliśmy w komplecie ze wszystkimi bagażami jeszcze przed zmrokiem. Nie mówiąc już o tym, że cała profesjonalnie przeprowadzona operacja kosztowała nas 120 zł łącznie z częściami. Rankiem następnego dnia Bernard i Antonii ruszali na wędrówkę, a my dotrzymywaliśmy towarzystwa pani Ani i jej psince Toli. Poza zbieraniem jagódek i piciem kefirków, chodziliśmy też na spacerki w siedmioosobowym składzie. Jednego dnia wybrałam się sama z Cecylią na Babią Górę. Spełniło się moje marzenie, żeby jeszcze kiedyś na nią wejść. Z perspektywy Kwidzyna i siódemki dzieci to nie  było takie oczywiste.  A jednak udało się. Po tygodniu zostawiliśmy Stasia i Cecylię, a z trójką maluchów pojechaliśmy do Tarnowa, po nie wiem ilu już latach. Niektórzy twierdzą, że po ośmiu, ale mi się wydaje, że po pięciu. Może na blogu uda mi się to zweryfikować. No Ksawery był tam  z pewnością pierwszy raz. A wyjeżdżając kupiliśmy PSA! Wyrośniętego, bo już dziewięciomiesięcznego, szczeniaka wyżła weimarskiego.

Dziś minął tydzień odkąd mamy Kapsla. Nad naszym imieniem jeszcze pracujemy. Bernard wysunął mocną propozycję Florek. Przez ten czas sporo się wydarzyło. Zajechaliśmy do Wołomina, potem w końcu do własnego domu. Potem z kolei Babcia Wandzia przyjechała do nas, a zaraz po niej goście  z Krakowa. Wreszcie wróciły dzieci. Pies jest dość oszołomiony. My trochę tez :)

Tata N. wrócił dziś do pracy. W piątek już zapraszają mnie na pierwsze zebranie z rodzicami u Cecylii. Chyba jednak wolę wakacje…

PS: Jak pisali, że mój ogródek stanie się psią toaletą nie  było w tym krzty przesady…Moja trawka ;(

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj