Witamy w listopadzie :)

Prawie jedna notka na miesiąc…mogło być gorzej.

Chwila oddechu w życiowym biegu. Dziś wykąpaliśmy psa. W naszej wannie. Wczoraj oglądałam filmiku na YT żeby wiedzieć z czym to się je. Spodziewałam się najgorszego. Nie było tak źle. Pies przez całą kąpiel się nie otrzepywał, ta wizja mnie przerażała- ja i cała łazienka, wszystkie kosmetyki ociekające, bo pies się otrzepuje. Tylko raz próbował wyjść z wanny i choć nie machał ogonem, to sprawiał wrażenie zadowolonego.

Strzepał się na korytarzu, po wyjściu z łazienki, tuż przy suszarce z praniem, które wystawiłam z łazienki.

Aktualnie chory Bernard w domu. Od zeszłej środy był Jeremi skarżący się na gardło, głowę i dreszcze.

Tata N. miał dziś wolne i robił coś za pomocą pianki, ja przerabiałam ser od Pana z Mlekiem. Pan  z Mlekiem przynosi nam czasem ser, kiedy mu już się w zamrażalce nie mieści. Ser bywa różny, do chleba taki średni, ale jak i tak go od Pana z Mlekiem dostaję, to przerabiam- dziś na leniwe i ruskie. Jeszcze mi trochę zostało, może pokuszę się o sernik, choć już dawno z prawdziwego ser nie robiłam, tylko z wiaderkowego.

Dziś już wszyscy  są po występach 11 listopadowych. Ja miałam w przedszkolu w piątek pierwszy występ z „moimi aktorami”. Bardzo fajnie wyszło, dzieciaki, jak to na występie pokazały klasę. Zatańczyły, zaśpiewały. Bardzo miło.

Z aktualności: szkolę się na panią w przedszkolu, w Gdyni. Z psiego szkolenia zostały nam 3 spotkania. Bernard miał w piątek chrzest- nie  trafił do Hadesu. Chodzą razem ze Stasiem na jujitsu, a Antek wytrwale na zapasy.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Żyję! Żyjemy!

Przeżyliśmy te tygodnie, te dni.

Miałam w październiku zaplanowany wyjazd w Tatry z Cecylią i Antonim. Tydzień wcześniej nasza rocznica-17-ta. Potem, zaraz po górach  doszło mi jeszcze gadanie prelekcji przed 6 filmami przez trzy dni, pon, wt, śr. Po prelekcjach lekarze z Jeremim w Grudziądzu, a potem w czwartek wyjazd do Sztutowa z Mężem. No i jeszcze dwa razy na warsztaty teatralne do przedszkola, plus nasze „normalne” życie w międzyczasie. Żyję!

Ogólnie góry cudowne, chociaż było hardcorowo, nie powiem. Dotarcie do schroniska po zmroku po mokrych i śliskich kamieniach i mocnym wietrze. Dolina Pięciu Stawów – najpiękniejsza. Już czekamy na kolejny wyjazd. Największą atrakcją dla Antka był Tomek Sulej, odkrywca polskiego dinozaura, prawdziwy celebryta :)

Potem kinowy maraton. Antek przyszedł do mnie na „Nieznajomą dziewczynę” i „The Square”- ten ostatni polecam. Fajnie jest tak ze swoim dużym dzieckiem obejrzeć coś dobrego w kinie.

Nad morzem ciepło. Odpoczęliśmy trochę. Antoni stanął na wysokości zadania i ogarnął pod naszą nieobecność psa.

Teraz mam sterty prania w łazience, pigwę do przerobienia i ogólnie dom do posprzątania.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Fotorelacja dzięki Kate.

IMG_1017-01-09-17-12-36 IMG_1005-01-09-17-12-36 IMG_1012-01-09-17-12-36 IMG_1004-01-09-17-12-36 IMG_0987-01-09-17-12-36 IMG_1001-01-09-17-12-36 IMG_0974-01-09-17-12-36 IMG_0967-01-09-17-12-36 IMG_0937-01-09-17-12-36 IMG_0960-01-09-17-12-36 IMG_0933-01-09-17-12-36

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Niebo płacze, bo wakacje się

skończyły! Mniej  więcej tak podsumował dzisiejszy widok za oknem i pogodę 1 września 2017 mój drugi syn :)

Ale zakończenie  lata mieliśmy cudowne. Przez trzy dni jeździliśmy na plażę w naszym ulubionym, bo najbliższym ;), Wandowie. Tym razem fakt, że to plaża niestrzeżona okazała się atutem, bo mogliśmy bez problemu wziąć ze sobą psa. Dopiero, jak go mamy, uświadomiłam sobie, dlaczego tam zawsze jest ktoś z psem. We wtorek było pochmurno i chłodnawo, ale uległam namową dzieci, choć kąpielówki wzięłam na wszelki wypadek. Nie wierzyłam, że wejdą do wody. Weszły. Nawet ja weszłam po kolana, bo woda była cieplutka.

Antek próbował uczyć psa pływać. Pies panikował. Za to ładnie przynosił piłeczkę z wody.

W środę i w czwartek było coraz cieplej. Wczoraj byliśmy ze trzy godziny. Tego mi brakowało przez te deszczowe wakacje. Leniwego byczenia się na plaży, widoku szczęśliwych dzieci wytarzanych w piasku i wychlapanych w jeziorze. Leniwe byczenie w moim przypadku było przez jakieś pół godziny w  sumie, bo poza tym trzeba było z Florkiem się bawić, z Florkiem aportować i Florka pilnować. Ale dobre i to. Kawę nad jeziorem wypiłam. Poza tym to też frajda, jak pies po tę zabawkę w najgorsze zarośla biegnie i dumnie przynosi. Ludzi też było mało, bo to już koniec wakacji. Takie uroki naszej prowincji. Parkuję przy samej plaży. Rozkładam się gdzie chcę. Pies nikomu nie przeszkadza. Żadnych opłat, żadnych płatnych atrakcji i kiosków wokół. Oddech przed poniedziałkiem.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

już nie wpisy o dzieciach, pampersach

tylko o psie.

Pies jest z nami od 9 sierpnia. Czyli już dwa tygodnie. Burzliwe warto by dodać. Bo przez ten czas przemierzyliśmy całą praktycznie Polskę z postojem i burzą w Wołominie. Przyjechaliśmy pierwszy raz do naszego domu, odwiedzili nas  moi rodzice, potem znajomi z trójką dzieci, dotarła do nas czwórka naszych dzieci z gór, znajomi wyjechali, ponownie przyjechała Babcia z Dziadkiem, i w końcu pojechali. Florek chyba już się zorientował, kto się zalicza do naszego stada. Przyzwyczaił się do swojego leżanka, zniszczył drzwi w garażu i balkonowe do kuchni, obwąchał okolice i psy z sąsiedztwa. Okazało się, że nasz wyżeł boi się mostów, a w Kwidzynie nie da się inaczej przejść na drugą stronę torów, uwielbia myszkować w śmietniku, a niezniszczalna i ulubiona jest zabawka z Brico- sznur z zawiązanym węzłem żeglarskim.

W tak zwanym międzyczasie, Bernard skończył 16 lat, a Stanisław 12.

16! Bernard idzie do liceum!

No dobra, więc jednak trochę o dzieciach, ale jednak już nastolatkach.

Dziś przemalowałam  łóżeczko Ksawerego. Miałam to zrobić po przeprowadzce, bo Ksawcio odziedziczył różowe łóżeczko po Cecylce i trochę mi się zeszło, ale to niechybny znak, że zamykam pewne tematy. Kolor biały.

I biegałam z psem. Padam. Dobranoc.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Robi się niewesoło….

psią toaletą stał się garaż, a to już jest poważniejszy  problem.

Poza tym, fajne są długie rodzinne spacery w niedzielę z psem, gorzej jednak jak cały dzień pada, Tata N. jest w pracy a ja biegam i ogarniam różne rzeczy.

Dziś chcę złożyć wniosek na 500 plus, więc swoje będę musiała odstać w kolejce.

Jakaś taka markotna ta końcówka wakacji. Miało być pogodnie i słonecznie, a jest pochmurnie i depresyjnie. I tym pozytywnym akcentem pożegnam się i biegnę do moich kolejek.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

jaki to komfort

pisać notkę nie na zawieszającej się komórce bez polskich znaków :)

Krótkie wieści  z frontu wakacyjnego. Wyjechaliśmy w góry. Wszyscy dziewięcioro naszym super wielorybem, w którym w Katowicach padły klocki w tylnym kole. W afrykańskim upale po godzinie szesnastej szukaliśmy na Śląsku kogoś, kto nam wymieni klocki od ręki i niedrogo i znaleźliśmy. To znaczy brat z naszej kwidzyńskiej  wspólnoty nam znalazł. Wymienili nam klocki w takim tempie, że w góry i do bazy Jaworzyny dotarliśmy w komplecie ze wszystkimi bagażami jeszcze przed zmrokiem. Nie mówiąc już o tym, że cała profesjonalnie przeprowadzona operacja kosztowała nas 120 zł łącznie z częściami. Rankiem następnego dnia Bernard i Antonii ruszali na wędrówkę, a my dotrzymywaliśmy towarzystwa pani Ani i jej psince Toli. Poza zbieraniem jagódek i piciem kefirków, chodziliśmy też na spacerki w siedmioosobowym składzie. Jednego dnia wybrałam się sama z Cecylią na Babią Górę. Spełniło się moje marzenie, żeby jeszcze kiedyś na nią wejść. Z perspektywy Kwidzyna i siódemki dzieci to nie  było takie oczywiste.  A jednak udało się. Po tygodniu zostawiliśmy Stasia i Cecylię, a z trójką maluchów pojechaliśmy do Tarnowa, po nie wiem ilu już latach. Niektórzy twierdzą, że po ośmiu, ale mi się wydaje, że po pięciu. Może na blogu uda mi się to zweryfikować. No Ksawery był tam  z pewnością pierwszy raz. A wyjeżdżając kupiliśmy PSA! Wyrośniętego, bo już dziewięciomiesięcznego, szczeniaka wyżła weimarskiego.

Dziś minął tydzień odkąd mamy Kapsla. Nad naszym imieniem jeszcze pracujemy. Bernard wysunął mocną propozycję Florek. Przez ten czas sporo się wydarzyło. Zajechaliśmy do Wołomina, potem w końcu do własnego domu. Potem z kolei Babcia Wandzia przyjechała do nas, a zaraz po niej goście  z Krakowa. Wreszcie wróciły dzieci. Pies jest dość oszołomiony. My trochę tez :)

Tata N. wrócił dziś do pracy. W piątek już zapraszają mnie na pierwsze zebranie z rodzicami u Cecylii. Chyba jednak wolę wakacje…

PS: Jak pisali, że mój ogródek stanie się psią toaletą nie  było w tym krzty przesady…Moja trawka ;(

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

przeżyłam 9-te urodziny Cecylki

Radość z posiadania domu skłania mnie do szalonych  posunięć. Jednym z nich było chociażby zorganizowanie urodzin Cecylki i zaproszenie całej klasy- 17 osób, jej wychowawczyni i jeszcze czwórki dzieci.

W sumie przyszło 13 kolegów i koleżanek. Ciągle wisiała nad nami groźba burzy, którą straszyło radio już od wczoraj. Na szczęście udało nam się podać torta w ogrodzie.

Zaplanowałam zabawy w naszym salonie,w  którym specjalnie na tą okazję zaciemniłam okna, wstawiłam disco żarówkę. Antek przygotował specjalną playlistę dla imprezowiczów. Jednak dzieci bardzo szybko wylądowały w ogrodzie, wymyślone zabawy urodzinowe nie spotkały się z nadmiernym zainteresowaniem. No może tylko ze strony Józka, Ksawerego i Jeremiego. Na szczęście miałam plan B. Grę miejską.

Przygotowałam im wcześniej karty pracy. I zaraz po torcie puściłam na rozwiązanie zadań i szukanie informacji po uliczkach wokół domu. Po powrocie poszczególne drużyny  dostały nagrodę i loda, a potem była niespodzianka od Taty N. – pizza. Trochę nie wyrobiłam się czasowo. Nie doszłam do fotobudki…A rodzice już stali i się niecierpliwili, co tak długo. Ale myślę, że wszyscy zadowoleni. A najbardziej Cecylka. To było jej spełnienie marzeń. Impreza w gronie kolegów i koleżanek i masę prezentów. Ale co się nastresowąłam to moje…Jak zwykle niepotrzebnie

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Studiuję cechy wyżła weimarskiego.

No zalazł nam ten szarak za skórę. Choć będzie dla nas wyzwaniem. Mam nadzieję, że też zmobilizuje nas do spacerów.  Będzie towarzyszem do biegania. Na wszystkich stronach piszą, że trzeba go wyszkolić, żeby nam się razem dobrze żyło.

A no i chwalę się : http://www.tv-kwidzyn.pl/wiadomosci/1676,szkola-bliska-miejscu-pracy

Czekają nas przygotowania do wypadu w góry…

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

chyba naprawdę już wszyscy

śpią…Ksawery ze mną w łóżku, Tata N. z Józiem, a reszta w swoich łóżkach, jak mniemam :)

Soboty są jednymi z intensywniejszych dni w naszym domu, przynajmniej dla mnie. Trzeba sprzątnąć dom, tzn. zmobilizować dzieci do wykonania swoich obowiązków, sprzątnąć resztę. I uwierzcie mi wolę sama sprzątać niż ich gonić, ale mszę przyznać, że z soboty na sobotę jest lepiej. Muszę zrobić zakupy na rynku- 30 jajek plus ziemniaki i warzywa, i na niedzielę- jakieś mięcho na obiad. Cudownie jest, jeśli uda mi się zrobić jakieś ciasto. Plus standardowo śniadanie, obiad, kolacja. Najgorsze jest odpowiadanie na jedno pytanie, które zadaję mi każde dziecko: „Czy już mogę pograć?” Wprowadziliśmy zwyczaj grania w soboty po wykonaniu obowiązków, tylko niestety wszyscy chcą ostatnio grać na jednym komputerze, poza B., który ma swojego lapka, moim czarnym. Inne sprzęty się ladżą, tak oceniła to moja dziewięcioletnia córka. I ciągle są kłótnie, kto pierwszy będzie grał i ile, i że za długo. Jak już ktoś pogra, to jest marudny, bo jeszcze by chciał.Bo tamten grał więcej, albo mu przeszkadzał…Zmierzamy w kierunku tygodnia bez komputera chyba. Dzieci przypomną sobie, że istnieją na świecie rowery, rolki. Świat w ogóle istnieje. Niby nie jest tak tragicznie, ale wszystkie te fochy w przemnożeniu razy siedem czasem dają w kość….Na szczęście dzisiaj na 16 tą szliśmy na urodziny Siergiejka, więc w miłej atmosferze przetrwaliśmy do wieczora…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj