Deszczowy i przygnębiający poniedziałek

już prawie za mną. Ja mam jakiegoś pecha, że zawsze jak mam hormonalny zjazd to jeszcze czytam jakąś smutnawą książkę, pada deszcz, psuje mi się coś w domu( na przykład pralka) albo wszystkie te trzy rzeczy na raz. Aha i zapomniałam o przypalonym obiedzie… Czyli cztery.

Czytałam dziś historię trzech nastolatek „Trzy wierzby. Opowieść o przyjaźni”. Książka mnie nawet wciągnęła. I kolejne bohaterki doświadczały poważnych życiowych rozczarowań, a nawet dramatów, jak rozpad małżeństwa rodziców po śmierci drugiego dziecka. Już pociągałam nosem. Potem nastawiona pralka przestała działać, więc stwierdziłam, że takie podmoczone pranie upiorę w wannie. Prać to jeszcze można ręcznie, ale wyżymać? To coś strasznego! Zaraz rozbolały mnie nadgarstki. Sytuację pogorszył jeszcze swąd palącego się schabu w sosie, z którego cały sos odparował, podczas gdy ja męczyłam się z praniem.

Na szczęście dzieci, K. i J2 zachowywali się wzorowo. Najpierw układali puzzle, a potem budowali pojazdy i zoo z lego Duplo, którym nie bawili się już dobre dwa miesiące.

Wracając ze szkoły z Jeremim kupiłam trzy pizze do podpieczenia, a do tego odgrzałam dwa wczorajsze schabowe i ziemniaki, których Tata N. tradycyjnie obrał na dwa dni. Sytuacja obiadowa została uratowana.

Gałązki forsycji, które wsadziłam do wazonu po podcięciu krzaka mają coraz więcej żółtych kwiatów. Powietrze jest też takie wiosenne.

Robiąc takie małe podsumowanie wszystkich rzeczy, które zepsuły nam się w ostatnim czasie, lista jest naprawdę imponująca. Zaczęło się od zmywarki, kupiliśmy używaną za 200 – myje lepiej  niż nasza stara, która była od swej następczyni o dwa lata młodsza. Obecnie nasz wieloryb przebywa już drugi tydzień u mechanika. Aż boję się pomyśleć, ile zapłacimy za naprawę. W trakcie permanentnej naprawy był zielony Lanosik, który ma dużo rzeczy do wymiany, ale w którym zepsuty parownik uniemożliwiał bezpieczną jazdę. Tata N. ściągnął zestaw naprawczy z Internetu i naprawił, siedząc przez kilka wieczorów na zmianę w garażu lub w internecie na tutorialach. W piątek wieczorem sprzątając w ogródku zauważyłam, że ze studzienki kanalizacyjnej wybija woda,a  raczej ciecz.

W sobotę rano Tata N. wziął długiego druta i przepchał. Dziś już kupił profesjonalną sprężynę na tego typu okoliczności. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale było to poruszające zdarzenie.

No i teraz ta pralka. Stoi rozbebeszona przez Tatę N. i czeka na łożysko. Choć ruszyć z miejsca nie chciała pewnie z powodu skarpetki Jeremiego, która wśliznęła się nie tam gdzie trzeba i zablokowała maszynę.  Nasz Lavamat służy nam dzielnie 7 lat. Pan naprawiacz pralek wieszczył jej koniec już dwa lata temu. Ale jeszcze dawała radę jedno pranie dziennie obsłużyć. Zobaczymy co dalej nas czeka tej wiosny…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>