Dzień szczepionek.

Jako że umawiałam Tatę N. z jego gardłem do lekarza, pani z przychodni zagadnęła mnie, ze mamy zaległe szczepienia, czego akurat byłam świadoma, ale nie udało nam się umówić przed Świętami. I stwierdziłam, że właściwie też możemy przyjść. Padło na Antoniego, Cecylię, Józefa, a na miejscu jeszcze okazało się też, że Ksawery ma zaległe szczepienie.

Także hurtem. Jakby tego było mało, to Bernard dzisiaj się odczulał, a to też w formie szczepionki. Jaka ulga, że na ten rok szczepionki mamy z głowy…

Przed Świętami też chciałam posiać trawę, ale nie udało się, więc dziś jeszcze walczyłam z korzeniami podagrycznika. Może uda się w czwartek, po zapowiadanym przymrozku.

W Święta tradycyjnie, nocne czuwanie, na którym wszyscy zmarzliśmy. Potem lenistwo, lazania na obiad i obżarstwo przez kolejne dwa dni.

Ambitnie zrobiłam cztery ciasta, bo miałam takie poczucie, że jak zrobię mniej to skończą się w pół dnia. Ku mojemu zaskoczeniu największym powodzeniem cieszył się mazurek. Miał to być wielkanocny akcent, ale zrobiłam go trochę na siłę i bez wczuwania się. Kruchy blat posmarowałam karmelem z puszki i obłożyłam wokół maltersami. Dzieci się nim zajadały. I po co się wysilać.

Przez całą przerwę świąteczną dzieciaki grały w Osadników z Katanu, chyba Junior, a rodzice, jak nie przygotowywali czegoś, lub nie spotykali ze znajomymi i rodziną, oglądali filmy. Polecam najnowszy film Mela Gibsona „Przełęcz ocalonych”.

Alleluja!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>