Uff! Chwila spokoju,

zaglądam na bloga,  a tam jakaś prahistoryczna notka o trawie.

Trawa już była za trzy razy skoszona. Z updejtów, wreszcie po całym zamieszaniu okołokomunijnym, wyjazdowym i pracowym posiałam trawę na skrawku ziemi przed domem, inaczej na froncie, jak to u Babci Halinki zawsze było. Babcie ten front zawsze miała ukwiecony, kolorowy. Ja postawiłam na trawkę. Z przodu została pigwa i forsycja, trochę przycięte i jak się okazało piwonia, która wylazła i kwitnie. To jedyna zbieżność mojego „frontu” z babcinym, bo u niej właśnie piwonie były i cudnie pachniały. Jak u Prousta smak magdalenki, mnie zapach piwonii przenosi do ogródka na froncie przed domem na Lwowskiej w Tarnowie. U mnie poza wspomnianymi spadkami po pani Gieni, mam jeszcze nowe, wsadzone za namową mamy dwie porzeczki i agrest na pniu i trzy borówki amerykańskie na poskubanie.

Dzisiaj było wielkie wynoszenie śmieci ze starego drewnianego domku w ogrodzie i tym samym pozbyliśmy się już wszelkich rupieci niepotrzebnych rupieci po starych właścicielach, niepotrzebnych śmieci budowlanych.

A  tak w ogóle: Cecylia miała KOMUNIĘ.

Przygotowania były dosyć intensywne, skoncentrowane na tym, żeby uruchomić duży pokój, gdzie mieliśmy zjeść obiad.  W środę przed komunią kładli nam panele, a w czwartek musiałam jeszcze pomalować pół pokoju, bo nie zdążyłam przed panelami niestety. W czwartek wieczorem pan przywiózł nam zamówione drzwi do piwnicy. Komunia  w sobotę, żeby nie było. Dziś wydaje mi się, że to wieki temu. Tak ten czas gna. Bo inaczej nie można tego określić. Po drodze zaliczyłam przecież dwa występy na Dzień Mamy, biały tydzień, wyjazd z Cecylią, Staśkiem i Tatą N. do Rzymu, przesłuchanie w muzycznej i  rozpoczęcie fuchy z  postaci prowadzenia warsztatów….teatralnych w przedszkolach.

Ale wracając do tego momentu. Udało się. Było pięknie. I  w kościele, tym razem w Kwidzyńskiej Katedrze, gdzie pomimo ogromnej ilości dzieci i rodziny było czym oddychać. Potem uroczysty obiad. Pani ugotowała nam w naszej kuchni. Chłopacy kelnerowali. Nawet mogliśmy już gości na trawę wypuścić. Przeżyła i ma się dobrze. Cecylka dostała trampolinę, którą Dziadek od razu z Wujkiem Siergiejem rozłożył. Więc dzieci miały zabawę. W naszym salonie zmieściło się 26 osób i trzy dzidziusie.  I naprawdę było wspaniale. Cecylia szczęśliwa.

A tydzień później w ramach prezentu komunijnego polecieliśmy do Rzymu, przede wszystkim do Świętej Cecylii. Razem ze Stasiem, którego ta przyjemność wyjazdu pokomunijnego ominęła z braku środków. Chociaż bylismy już w Rzymie, to razemz  Tatą N. byliśy w niektórych miejscach pierwszy raz. Na Palatynie, Forum Romanum, czy w środku Kolosseum. Udało mi się namierzyć pierwszy raz Bocca della verita. No i oczywiście Zatybrze, kościół Św. Cecylii i Św. Marii na Trastevere, że o Panteonie nie wspomnę Trochę się tego znalazło. Na Watykan, dzieki uprzejmości zaprzyjaźnionego Ojca Polikarpa mogliśmy wejść VIPowskim wejściem, spojrzeć na plac Św. Piotra z balkonu, obejrzeć ciekawy korytarzyk ozdobiony przez samego Rafaela i inne sale nie włączone do Muzeów Watykańskich, posłuchać o historii Polski z perspektywy Watykanu i historii kościoła, pokręcić się przy sekretariacie PAPIEŻA i poznać jego sprzątaczkę  i inne szychy tam pracujące :) Rzym w maju jest cudowny. Wszystko kwitnie. Wszystko pachnie. Wieczory długie.

Dla dzieci ogromną atrakcją było metro. Przez te trzy dni były naprawdę dzielne. Wycieczka im się podobała. Że nie wspomnę o locie samolotem. Chociaż to dotyczy bardziej Cecylii, bo Stasiu raczej źle znosił lot. I tak cudownie było wrócić do swojego domku i  do swojej trawy, gdzie Ciocia Róża zajmowała się resztą naszych dzieci, poza Bernardem, który akurat był na wycieczce w Warszawie.

Odkąd wróciliśmy przeżywamy szok termiczny. Ciągle to lato nie może się rozkręcić. Chociaż dla zasianej trawy te ulewy to akurat dobrze. Już niedługo koniec roku :)

Ach! I grill na  naszej trawie był! Teraz obiecałam Cecylii zrobić jej urodzinową imprezę, bo zawsze ją ta przyjemność omija- urodziny w  wakacje. Mam nadzieję, że przejemy inwazję 20 rozbieeganych dzieciaków, i że oni przeżyją…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>