przeżyłam 9-te urodziny Cecylki

Radość z posiadania domu skłania mnie do szalonych  posunięć. Jednym z nich było chociażby zorganizowanie urodzin Cecylki i zaproszenie całej klasy- 17 osób, jej wychowawczyni i jeszcze czwórki dzieci.

W sumie przyszło 13 kolegów i koleżanek. Ciągle wisiała nad nami groźba burzy, którą straszyło radio już od wczoraj. Na szczęście udało nam się podać torta w ogrodzie.

Zaplanowałam zabawy w naszym salonie,w  którym specjalnie na tą okazję zaciemniłam okna, wstawiłam disco żarówkę. Antek przygotował specjalną playlistę dla imprezowiczów. Jednak dzieci bardzo szybko wylądowały w ogrodzie, wymyślone zabawy urodzinowe nie spotkały się z nadmiernym zainteresowaniem. No może tylko ze strony Józka, Ksawerego i Jeremiego. Na szczęście miałam plan B. Grę miejską.

Przygotowałam im wcześniej karty pracy. I zaraz po torcie puściłam na rozwiązanie zadań i szukanie informacji po uliczkach wokół domu. Po powrocie poszczególne drużyny  dostały nagrodę i loda, a potem była niespodzianka od Taty N. – pizza. Trochę nie wyrobiłam się czasowo. Nie doszłam do fotobudki…A rodzice już stali i się niecierpliwili, co tak długo. Ale myślę, że wszyscy zadowoleni. A najbardziej Cecylka. To było jej spełnienie marzeń. Impreza w gronie kolegów i koleżanek i masę prezentów. Ale co się nastresowąłam to moje…Jak zwykle niepotrzebnie

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Studiuję cechy wyżła weimarskiego.

No zalazł nam ten szarak za skórę. Choć będzie dla nas wyzwaniem. Mam nadzieję, że też zmobilizuje nas do spacerów.  Będzie towarzyszem do biegania. Na wszystkich stronach piszą, że trzeba go wyszkolić, żeby nam się razem dobrze żyło.

A no i chwalę się : http://www.tv-kwidzyn.pl/wiadomosci/1676,szkola-bliska-miejscu-pracy

Czekają nas przygotowania do wypadu w góry…

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

chyba naprawdę już wszyscy

śpią…Ksawery ze mną w łóżku, Tata N. z Józiem, a reszta w swoich łóżkach, jak mniemam :)

Soboty są jednymi z intensywniejszych dni w naszym domu, przynajmniej dla mnie. Trzeba sprzątnąć dom, tzn. zmobilizować dzieci do wykonania swoich obowiązków, sprzątnąć resztę. I uwierzcie mi wolę sama sprzątać niż ich gonić, ale mszę przyznać, że z soboty na sobotę jest lepiej. Muszę zrobić zakupy na rynku- 30 jajek plus ziemniaki i warzywa, i na niedzielę- jakieś mięcho na obiad. Cudownie jest, jeśli uda mi się zrobić jakieś ciasto. Plus standardowo śniadanie, obiad, kolacja. Najgorsze jest odpowiadanie na jedno pytanie, które zadaję mi każde dziecko: „Czy już mogę pograć?” Wprowadziliśmy zwyczaj grania w soboty po wykonaniu obowiązków, tylko niestety wszyscy chcą ostatnio grać na jednym komputerze, poza B., który ma swojego lapka, moim czarnym. Inne sprzęty się ladżą, tak oceniła to moja dziewięcioletnia córka. I ciągle są kłótnie, kto pierwszy będzie grał i ile, i że za długo. Jak już ktoś pogra, to jest marudny, bo jeszcze by chciał.Bo tamten grał więcej, albo mu przeszkadzał…Zmierzamy w kierunku tygodnia bez komputera chyba. Dzieci przypomną sobie, że istnieją na świecie rowery, rolki. Świat w ogóle istnieje. Niby nie jest tak tragicznie, ale wszystkie te fochy w przemnożeniu razy siedem czasem dają w kość….Na szczęście dzisiaj na 16 tą szliśmy na urodziny Siergiejka, więc w miłej atmosferze przetrwaliśmy do wieczora…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Już półmetek

pobytu u Dziadków w Wołominie za nami. Za mną dwa kryminały Bondy.

Dzisiaj byłam z młodszymi Cesarzykami na „Minionkach”. W Galerii Wołomin w kinie sieci Helios. Zawsze lubiłam nasze stare kino. Ale uległam dziś czarowi multipleksu i dzieci też. Cecylia solenizantka- szczęśliwa. Ja dziś w ramach urodzin popełniłam tort truskawkowy i kupiłam chrupki i popcorn na seans. Przy okazji zaliczyliśmy atrakcję wakacyjną. Bo trochę ich trzeba wymyślić, kiedy ciągle pada.

Bo pobyt u Babci i Dziadka z pewnością nudny nie jest. Na samym początku chłopcy byli na Sztuce Ulicy. Potem młodsi na basenie. Następnego dni pojechaliśmy na plażę w Zielonce, co prawda z przygodami, najpierw zawiesił mi się tył samochodu na krawężniku, potem nas zlało mazowieckie tsunami. Ale się działo. W piątek pojechaliśmy do Zamku Królewskiego i na starówkę. W sobotę Tata N. zabrał dzieci do warszawskiego zoo, macdonalda i na wypasiony plac zabaw przy placu Wilsona, swego czasu często przez nas odwiedzany. W niedzielę znowu Sztuka Ulicy dla starszych- teatr ANtagon, poniedziałek wołomiński plac zabaw i zakupy w galerii, a dziś tort i Minionki, starsi z Mary byli za to w EscapeRoomie.

Już trochę czuć, że turnus się kończy. Jutro środa, zaraz czwartek i piątek i zbieramy manatki. Ksawery dziś mi już marudził, że tęskni za tatą.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

ostatnie zajęcia

teatralne już za mną.

Naprawdę nieźle się bawiłam z przedszkolakami. Słodcy są.  Panie bardzo miłe. Zapraszają mnie po wakacjach, a ja muszę ogarnąć opiekę dla Józia i Ksawcia, jeśli mam kontynuować.

W czwartek robimy urodzinki. Pani dziś pytała dzieci, kto idzie do Cecylii. Trochę się ich uzbierało. Wymyśliłam, że zrobimy dyskotekę i grę miejską. Taką po naszej okolicy, akurat dla dziewięciolatków. Muszę karty do gry ładnie przygotować. Tort będzie truskawkowy. Chociaż trochę panikuję. Dom trzeba posprzątać. Przekąski ogarnąć.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

taki długi weekend powinien

być co tydzień. Dopiero człowiek dochodzi do siebie, ma czas na przeczytanie książki, porozmawianie z mężem i upieczenie ciasta i to bez wywalonego jęzora.

Zapomniałam o wspólnym rodzinnym oglądaniu filmów, na które w zwykły piątek już nie mam siły. A teraz proszę, seans z dużymi chłopakami, dzisiaj z maluchami. Odgrzebujemy starocie: „Nietykalni” i „Bethoven”. Udało nam się nawet z Bernardem pójść na koncert Eneja.

No i moja córka stojąca przed lustrem i układająca sobie grzywkę tak jak Amelka :)

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

deszcz pada, a te siedzą

w namiocie i czytają książki.

Wczoraj uległam namowom. „Możemy rozbić namiot?”. Mieli nocować, ale zabrakło im odwagi.

Wczoraj jeszcze nie padało. A dziś rano usłyszałam pierwsze krople deszczu, ale nie chciało mi się wyskakiwać z łózka i piżamy. Wolałam zasłużone lenistwo. I teraz Cecylia z Józiem siedzą tam już dobrą godzinę.

Uszy przekłute. W środę pojechałam z Cecylią do SALONU kosmetycznego. Pani najpierw nałożyła żel znieczulający. Po kwadransie narysowała dwie kropki. Przygotował kolczyki z plastiku medycznego. Przygotowała plastikowe pistolety. I przekuła. Dwoje uszu naraz. Cecylii zrzedła mina. Pomimo znieczulenia zabolało. Ale już po godzinie nie pamiętała.

Chodzi teraz dumna. Nagle taka jakby starsza się zrobiła. Urodziny dopiero 4 lipca, ale zgodziłam się na przyspieszoną imprezę. Będzie domówka tuż przed końcem roku.  Trochę stresuje mnie wizja kilkunastu pełnych energii dzieciaków szalejących  w naszym ogrodzie, ale raz kozie śmierć. Jakoś przeżyjemy te dwie godziny. Studiuję propozycje zabaw urodzinowych. Baloniki już czekają. W planie dyskoteka z wykorzystaniem żarówki disco. A potem wyjazdka na ciastka do Wołominka. Na posterunku zostaje Tata N. i podlewa naszą trawę i inne rośliny.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Uff! Chwila spokoju,

zaglądam na bloga,  a tam jakaś prahistoryczna notka o trawie.

Trawa już była za trzy razy skoszona. Z updejtów, wreszcie po całym zamieszaniu okołokomunijnym, wyjazdowym i pracowym posiałam trawę na skrawku ziemi przed domem, inaczej na froncie, jak to u Babci Halinki zawsze było. Babcie ten front zawsze miała ukwiecony, kolorowy. Ja postawiłam na trawkę. Z przodu została pigwa i forsycja, trochę przycięte i jak się okazało piwonia, która wylazła i kwitnie. To jedyna zbieżność mojego „frontu” z babcinym, bo u niej właśnie piwonie były i cudnie pachniały. Jak u Prousta smak magdalenki, mnie zapach piwonii przenosi do ogródka na froncie przed domem na Lwowskiej w Tarnowie. U mnie poza wspomnianymi spadkami po pani Gieni, mam jeszcze nowe, wsadzone za namową mamy dwie porzeczki i agrest na pniu i trzy borówki amerykańskie na poskubanie.

Dzisiaj było wielkie wynoszenie śmieci ze starego drewnianego domku w ogrodzie i tym samym pozbyliśmy się już wszelkich rupieci niepotrzebnych rupieci po starych właścicielach, niepotrzebnych śmieci budowlanych.

A  tak w ogóle: Cecylia miała KOMUNIĘ.

Przygotowania były dosyć intensywne, skoncentrowane na tym, żeby uruchomić duży pokój, gdzie mieliśmy zjeść obiad.  W środę przed komunią kładli nam panele, a w czwartek musiałam jeszcze pomalować pół pokoju, bo nie zdążyłam przed panelami niestety. W czwartek wieczorem pan przywiózł nam zamówione drzwi do piwnicy. Komunia  w sobotę, żeby nie było. Dziś wydaje mi się, że to wieki temu. Tak ten czas gna. Bo inaczej nie można tego określić. Po drodze zaliczyłam przecież dwa występy na Dzień Mamy, biały tydzień, wyjazd z Cecylią, Staśkiem i Tatą N. do Rzymu, przesłuchanie w muzycznej i  rozpoczęcie fuchy z  postaci prowadzenia warsztatów….teatralnych w przedszkolach.

Ale wracając do tego momentu. Udało się. Było pięknie. I  w kościele, tym razem w Kwidzyńskiej Katedrze, gdzie pomimo ogromnej ilości dzieci i rodziny było czym oddychać. Potem uroczysty obiad. Pani ugotowała nam w naszej kuchni. Chłopacy kelnerowali. Nawet mogliśmy już gości na trawę wypuścić. Przeżyła i ma się dobrze. Cecylka dostała trampolinę, którą Dziadek od razu z Wujkiem Siergiejem rozłożył. Więc dzieci miały zabawę. W naszym salonie zmieściło się 26 osób i trzy dzidziusie.  I naprawdę było wspaniale. Cecylia szczęśliwa.

A tydzień później w ramach prezentu komunijnego polecieliśmy do Rzymu, przede wszystkim do Świętej Cecylii. Razem ze Stasiem, którego ta przyjemność wyjazdu pokomunijnego ominęła z braku środków. Chociaż bylismy już w Rzymie, to razemz  Tatą N. byliśy w niektórych miejscach pierwszy raz. Na Palatynie, Forum Romanum, czy w środku Kolosseum. Udało mi się namierzyć pierwszy raz Bocca della verita. No i oczywiście Zatybrze, kościół Św. Cecylii i Św. Marii na Trastevere, że o Panteonie nie wspomnę Trochę się tego znalazło. Na Watykan, dzieki uprzejmości zaprzyjaźnionego Ojca Polikarpa mogliśmy wejść VIPowskim wejściem, spojrzeć na plac Św. Piotra z balkonu, obejrzeć ciekawy korytarzyk ozdobiony przez samego Rafaela i inne sale nie włączone do Muzeów Watykańskich, posłuchać o historii Polski z perspektywy Watykanu i historii kościoła, pokręcić się przy sekretariacie PAPIEŻA i poznać jego sprzątaczkę  i inne szychy tam pracujące :) Rzym w maju jest cudowny. Wszystko kwitnie. Wszystko pachnie. Wieczory długie.

Dla dzieci ogromną atrakcją było metro. Przez te trzy dni były naprawdę dzielne. Wycieczka im się podobała. Że nie wspomnę o locie samolotem. Chociaż to dotyczy bardziej Cecylii, bo Stasiu raczej źle znosił lot. I tak cudownie było wrócić do swojego domku i  do swojej trawy, gdzie Ciocia Róża zajmowała się resztą naszych dzieci, poza Bernardem, który akurat był na wycieczce w Warszawie.

Odkąd wróciliśmy przeżywamy szok termiczny. Ciągle to lato nie może się rozkręcić. Chociaż dla zasianej trawy te ulewy to akurat dobrze. Już niedługo koniec roku :)

Ach! I grill na  naszej trawie był! Teraz obiecałam Cecylii zrobić jej urodzinową imprezę, bo zawsze ją ta przyjemność omija- urodziny w  wakacje. Mam nadzieję, że przejemy inwazję 20 rozbieeganych dzieciaków, i że oni przeżyją…

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Trawa

wzeszła na całego!

W piątek zauważyłam zielony cień na ziemi. Z bliska widać było pełno małych kiełków. Wczoraj jak na zamówienie była ulewa. Trawsko podlane. Dziś coraz więcej zieleni. Cóż za radość.

Z ogródkowych przeżyć: kupiłam w Biedrze wisterię za ok. 7 pln. 10-cio centymetrowy patyk w doniczce. Ale chyba żyje, bo takie małe zielone po bokach tak jakby rośnie.  A wczoraj jeszcze wiciokrzew japoński, kwitnący na biało. No i wysiałam wreszcie ostróżkę, maciejkę i groszek pachnący. Koło furtki.

Dziś natomiast odkryłam, gdzie posadzę moją wisterię, glicynię….chyba chińską. Koło orzecha, jego ucięty pień będzie jedną z jej podpór.

Skończyliśmy z Tatą N.  „Utopię”. Hardcore.

A dzisiaj na dobranoc „Gifted” z Kapitanem Ameryką w roli głównej. Zastanawiam się.

Poza tym Tic toc….cały czas zbliżamy się do 20 maja. Jutro spowiedź próbna. Potem seria zebrań i spotkań i potem prób….Dobra noc!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Dzień szczepionek.

Jako że umawiałam Tatę N. z jego gardłem do lekarza, pani z przychodni zagadnęła mnie, ze mamy zaległe szczepienia, czego akurat byłam świadoma, ale nie udało nam się umówić przed Świętami. I stwierdziłam, że właściwie też możemy przyjść. Padło na Antoniego, Cecylię, Józefa, a na miejscu jeszcze okazało się też, że Ksawery ma zaległe szczepienie.

Także hurtem. Jakby tego było mało, to Bernard dzisiaj się odczulał, a to też w formie szczepionki. Jaka ulga, że na ten rok szczepionki mamy z głowy…

Przed Świętami też chciałam posiać trawę, ale nie udało się, więc dziś jeszcze walczyłam z korzeniami podagrycznika. Może uda się w czwartek, po zapowiadanym przymrozku.

W Święta tradycyjnie, nocne czuwanie, na którym wszyscy zmarzliśmy. Potem lenistwo, lazania na obiad i obżarstwo przez kolejne dwa dni.

Ambitnie zrobiłam cztery ciasta, bo miałam takie poczucie, że jak zrobię mniej to skończą się w pół dnia. Ku mojemu zaskoczeniu największym powodzeniem cieszył się mazurek. Miał to być wielkanocny akcent, ale zrobiłam go trochę na siłę i bez wczuwania się. Kruchy blat posmarowałam karmelem z puszki i obłożyłam wokół maltersami. Dzieci się nim zajadały. I po co się wysilać.

Przez całą przerwę świąteczną dzieciaki grały w Osadników z Katanu, chyba Junior, a rodzice, jak nie przygotowywali czegoś, lub nie spotykali ze znajomymi i rodziną, oglądali filmy. Polecam najnowszy film Mela Gibsona „Przełęcz ocalonych”.

Alleluja!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj